W latach 80. przeniosła się na Florydę w poszukiwaniu nowego początku. Zamiast tego napotkała kolejne wyzwania. Bieda, niepewność i poczucie ciągłego zagrożenia towarzyszyły jej nieustannie.
W 1989 roku odkrycie ciała mężczyzny w zalesionym obszarze niedaleko Daytona Beach zmieniło kierunek śledztwa prowadzonego w regionie.
Świadkowie wspominali o samotnej kobiecie widzianej w pobliżu, a zebrane tropy ostatecznie doprowadziły śledczych do Aileen.
Podczas przesłuchań przyznała się do zabójstwa kilku mężczyzn. Twierdziła, że działała w obronie własnej, próbując jedynie uciec z niebezpiecznych sytuacji.

Postać, która podzieliła kraj
Dla prokuratorów Aileen była bezwzględną przestępczynią, uwięzioną w cyklu przemocy i urazy. Jej proces przyciągnął ogromną uwagę mediów i stał się ogólnokrajowym spektaklem.
Prasa okrzyknęła ją „pierwszą kobietą–seryjną morderczynią w Stanach Zjednoczonych”, etykietą, która na długo ukształtowała społeczne postrzeganie jej osoby.
Między mitem a tragedią
Skazana w 1992 roku, spędziła kolejną dekadę w celi śmierci. Jej wypowiedzi dla mediów pełne były sprzeczności wahały się między gniewem, frustracją a próbami usprawiedliwienia własnych czynów.
Do końca utrzymywała, że działała ze strachu i w samoobronie, choć jednocześnie przyznawała, jak poważne były popełnione przez nią zbrodnie.
Egzekucję wykonano 9 października 2002 roku. Jej ostatnie słowa, krótkie i enigmatyczne, odzwierciedlały mieszaninę bólu i niepokoju, które towarzyszyły jej przez całe życie: „Wrócę… jak w filmach.”

Ofiara, sprawczyni czy jedno i drugie?
Do dziś historia Aileen Wuornos wywołuje dyskusje. Jedni postrzegają ją jako produkt zrujnowanego dzieciństwa i życia naznaczonego przemocą; inni uznają ją za w pełni odpowiedzialną za swoje czyny.
Filmy i dokumenty poświęcone jej losom wciąż badają tę szarą strefę między podatnością na zranienie a brutalnością, przypominając, że za przerażającą postacią kryło się głęboko poranione życie.